Natchniona refleksjami ostatnich tygodni, chciałabym podzielić się tutaj kilkoma przemyśleniami. Skłonił mnie do tego również jeden z filmów, który ostatnio obejrzałam. Mowa o oskarowym Le Mans ’66, opowiadającym historię powstania rewolucyjnego samochodu wyścigowego Forda. Wbrew pozorom te dwie kwestie mają ze sobą wiele wspólnego, ponieważ łączą się w pewnym sensie z moimi dotychczasowymi doświadczeniami. Pokuszę się nawet o śmiałe stwierdzenie, że każdy manager może skorzystać na lekturze tego nieco osobistego wpisu. Przekonasz się o tym, czytając go do końca 😊

 

Zacznę może od przypomnienia, że kilka ładnych lat przepracowałam w korporacjach, które chwalą się wszem wobec swoimi wzniosłymi hasłami. Dziwnym trafem, bardzo dobrze wpisują się one w PRową strategię tych firm. Czy dla Ciebie również znajomo brzmią (wyświechtane nieco) slogany, takie jak:

  • szacunek dla jednostki,
  • wspierające środowisko,
  • zaangażowanie i zrozumienie.

 

Kiedy obejrzałam wspomniany film, doświadczenia moich 15 lat powróciły ze zdwojoną siłą. Jeszcze mocniej poczułam też, że decyzja o budowaniu własnego świata, opartego o wartości, szacunek i otwartość na innych, była najlepszą z możliwych. Oglądając ten film, widziałam przed oczyma emocje ludzi, którzy w ostatnich tygodniach, w imię firmowej idei: budujemy i tworzymy – poświęcili wszystko co mogli, ponieważ wierzyli, że warto podjąć ten odważny krok. Robili to po latach pracy w korporacjach, wypruwaniu sobie żył i pomimo straconego czasu, który mogliby przecież spędzić z rodziną. Przyglądam się tym silnym emocjom i słucham historii przykrych doświadczeń ze zwolnieniami (które trudno nazwać etycznymi!).

 

Zadaję sobie też pytanie, wprawdzie tylko jedno, ale za to dość trudne: jak tak można?!

 

Typowo korporacyjne zagrywki, mataczenia dla uzyskania lepszych wyników, wybicia się i przypodobania szefowi. Le Mans ’66 w doskonałym momencie mi o tym przypomniał, chociażby w postaci filmowej managerki, rodem z wielkiej korporacji. Takie osoby gniotą ludzi jak robaki. Kiedy więc trafiła do firmy IT i małego zespołu, który trzymał się razem i wzrastał – mogła zrobić tylko jedno – wprowadzić zamęt. Choć pracownicy budowali wcześniej wspierające się środowisko, to wystarczyło kilka sprytnych gierek Pani Manager, aby skutecznie zrujnować te relacje. Rzecz jasna charyzmatyczna kobieta sukcesu dostała stanowisko, na jakim jej zależało. Zastąpiła dyrektora zarządzającego, pozbywając się każdego, kto stanął jej na drodze. Bo przecież o to w korporacyjnej grze chodzi, prawda?

 

Wzniosłe słowa o szacunku, wsparciu i zrozumieniu – w prawdziwej rzeczywistości nie mają żadnego pokrycia. W jednej z takich korporacji pracowałam również ja. Gdy pojawił się problem, pozbyto się mnie w białych rękawiczkach. Jak można tego było się domyślać, energiczna CFO usunęła także i innych, niewygodnych pracowników. Któż z korporacji nie zna takich przypadków?

 

Zupełnie jak w tym oscarowym filmie. Widzimy pracownika z wartościami, urabiającego się ponad miarę. Po cichu mu kibicujemy, ponieważ ma swój system wartości, szacunek do innych i całkowicie oddaje się pracy. Chciałoby się powiedzieć:

Wciskaj mocniej pedał gazu, a silnik to doceni i pojedzie dalej.

Pewnie to duże uproszczenie z mojej strony, ponieważ na motoryzacji znam się jak facet na kosmetykach.

 

Wracając do filmowej opowieści: tuż przed samą metą niewyobrażalnego wyścigu, przy ogromnym zmęczeniu – bohater zostaje wtłoczony w korporacyjne gierki Forda i jego świty. Ludzi wchodzących tam, gdzie przecież oficjalnie się nie mówi, bo nie wypada. Tylko w kuluarach można usłyszeć, że wyjada z miski na samym spodzie. Tak w rzeczywistości można odebrać wszystkich przychylnych (za wszelką cenę) szefowi podwładnych.

Ta historia dotknęła mnie bardziej, niż myślałam. Poruszyło mną to, jak zabija się historię, emocje i zaangażowanie człowieka, który całym sobą działał w imię idei, szacunku i budowania czegoś więcej niż TYLKO marki. W ten sposób wróciły do mnie korporacyjne wspomnienia, które pewnie do końca życia będą u mnie w katalogu: niesprawiedliwość.

Poruszył mnie brak szacunku do jednostki, odebranie jej marzeń i radości. Nawet moment celebrowania efektów ciężkiej pracy, został odarty ze swojej godności. Czułam ten ból bohatera każdą cząstką samej siebie, jak gdyby był moim własnym.

 

Moja trudna, korporacyjna historia do dziś we mnie jest i myślę, że nigdzie się nie wybiera. Szczególnie w sytuacji kiedy wiem, że za każdą historią jest kolejna. Za każdą emocją jest następna. Mądrzejsza dziś o nowe emocje wiem, co czują ludzie zwalniani i walczący z korporacyjną rzeczywistością.

 

Wygląda ona tak, że każdy wysłany list, e-mail czy SMS zabiera im godność, marzenia i długie lata zaangażowania, które poświęcili w imię budowania czegoś więcej niż korporacje. Wiem o tym, ponieważ słucham historii pracowników, opowiadanych mi na sesjach treningu mentalnego. Gdzieś głęboko w środku – przeżywam to razem z nimi.

 

W pewnym sensie rozumiem szefów, niepotrafiających stawić temu czoła. Z drugiej jednak rozumiem też ludzi, którzy mierzą się z listem zwolnienia. Przecież w jednej chwili, nieczystymi zagrywkami – odebrano im to, w co wierzyli, co chcieli budować, gdyby dano im taką szansę.

 

Równie trudną lekcję odbieramy dziś wszyscy. To lekcja z klasy, szacunku i prawdziwego człowieczeństwa. Znajdź człowieka w człowieku. Mówię to Ciebie: liderze, szefie korporacji i pracowniku. Lekcja jest dla nas wszystkich, ponieważ taka jest ich natura. Natomiast historie dotyczą nas wszystkich i warto wynieść z nich refleksje na przyszłość.

 

Nazywam się Urszula Rowińska. Jestem Trenerem Administracji, Trenerem Mentalnym i Biurową Rewolucjonistką.

Od 15 lat tworzę i organizuję administracje dla firm. Przez lata pracy dopracowałam procesy budowania sprawnej
i bezpiecznej administracji biurowej. Wdrażałam je w międzynarodowych korporacjach, w świecie prawniczym
i firmach otwartych na efektywne zmiany. Na co dzień prowadzę firmę UrsaGO™, która buduje i rozwija administracje firm, opierając się na efektywnych procesach organizacyjnych i potencjale pracowników biurowych. Przeprowadzam audyty, szkolę i tworzę kursy on-line. Prowadzę i rozwijam projekt Biurowe Rewolucje™, który skupia wszystkich pracowników pracujących w biurach. Od recepcjonistek po Dyrektorów Administracyjnych. Jestem certyfikowanym Trenerem Mentalnym i wierzę, że dobrze zorganizowana administracja zaczyna się w głowie.

Moją misją jest tworzyć administracje szyte na miarę.